Laparoskopia endometriozy i pobyt w klinice – jak to wygląda?

Wydawać by się mogło, że tu nie ma żadnego odkrycia Ameryki. Idziesz na operację, leżysz w szpitalnym łóżku, wychodzisz do domu. Wiem jednak, że wiele osób zastanawia się, jak będzie wyglądać laparoskopia endometriozy i pobyt w szpitalu, szczególnie jeżeli do tej pory nie miały żadnego zabiegu albo np. nie rodziły dzieci.

Takie zastanawianie się, jak to wygląda, jest naturalne. To nowa sytuacja, niecodzienna. Chcesz czuć się komfortowo i nie chcesz odczuwać bólu. No i w końcu tu chodzi o Twoje zdrowie.

Opowiem Ci trochę o moich doświadczeniach, bo wierzę że świadomość tego co Cię czeka, może pomóc się z tym oswoić i zmniejszyć stres 🙂 Pamiętaj jednak, że nie wszędzie to może wyglądać tak samo, a nasze odczucia są często w takich sytuacjach subiektywne. Naszprycowane emocjami, stresem i innymi doświadczeniami. Oczywiście nie chcę mówić za wszystkich, ale mi towarzyszyła duża dawka emocji, głównie przez to że po raz pierwszy miałam iść na laparoskopie w innym kraju, rozmawiać w szpitalu w obcym języku. Jako 10-latka miałam operację wyrostka robaczkowego (w Polsce), zapamiętałam bardzo dużo z tego czasu. I to zabawne, ale przypominałam sobie ten pobyt sprzed 16 lat, gdy zastanawiałam się, jak to będzie tym razem. Rzecz jasna, to czego obawiałam się ja, dotyczy tylko mnie. Ty możesz mieć inne obawy lub nie mieć ich wcale. 🙂

Na końcu także rozpiszę co spakowałam i co się z tych rzeczy przydało.

Dzień 1 – przed laparoskopią

Do kliniki miałam wstawić się na 9 rano. Zostałam przyjęta, dostałam salę jednoosobową. Miałam się rozpakować i później przyszła do mnie pielęgniarka zadać kilka pytań. Następnie przyniosła jeszcze rzeczy, w które miałam się przebrać (specjalne majtki, koszulę i wkładkę, ponieważ miałam wtedy miesiączkę). Następnie musiałam się położyć do łóżka i wziąć tabletkę, po której miałam się „wyluzować”. Czy mi pomogła? Trochę na pewno. 😉

Następnie zawieźli mnie już pod blok operacyjny. Przeniosłam się na specjalne łóżko/stół, ściągnęłam koszulę i zostałam przykryta. Tam mi zadano jeszcze kilka pytań m.in. o wagę, wzrost oraz o datę poprzedniej miesiączki. Przyznam szczerze, że napotkałam przy tak prostych pytaniach małe problemy językowe. I patrząc z boku, sytuacja może i być śmieszna, chociaż mi nie było aż tak do śmiechu. Widziałam przez okienko kawałek sali operacyjnej, byłam pod wpływem tabletki plus towarzyszył mi, mimo to, stres. Podałam wagę i wzrost, jednak przy temacie ostatniej miesiączki zapomniałam jednego słowa… Nie pamiętałam w żadnym języku (ani po angielsku, ani po niemiecku, nawet nie wiem czy pamiętałam po polsku), jak jest „przed”, „wcześniej” bądź np. „trzy tygodnie temu”. Miałam pustkę w głowie. Uwierzycie, że w końcu dogadałam się po rosyjsku? 🙂 Nigdy się tego języka nie uczyłam, ale zrozumiałam lekarza. Nigdy nie zrozumiałam natomiast, dlaczego te pytania musieli mi zadawać akurat wtedy, gdy jedną nogą byłam już na sali operacyjnej. Później została mi założona maska i następnie się obudziłam, gdy było po wszystkim.

Dzień 1 – po laparoskopii

Otworzyłam oczy, a pielęgniarka (chyba pielęgniarka lub anastezjolog – nie wiem kim była) głaskała mnie po głowie i pytała czy wszystko ok, bo „your eyes were crying”. Nie wiem kiedy „płakałam”, ale wszystko było jak najbardziej w porządku. Pierwsze uczucie po wybudzeniu? Spokój! Czułam przeogromny spokój chyba w każdej komórce ciała. Leżałam i patrzyłam przez okno, po prostu. Na chwilę spadła mi saturacja, dostałam tlen i wróciła do normy. 🙂

Później zawieźli mnie do mojej sali, gdzie czekał na mnie mąż.

Tego dnia samodzielnie już wstałam (za pierwszym razem z pomocą oczywiście) i chodziłam do toalety. Co prawda przejście do łazienki, która znajdowała się 2m od mojego łóżka, załatwienie sprawy i droga z powrotem zajmowało mi jakieś 15 min, ale byłam w stanie zrobić to samodzielnie. Zjadłam także lekki posiłek i napiłam się herbaty ziołowej. W nocy nie mogłam zasnąć, czytałam książkę do drugiej w nocy.

Naczytałam się wcześniej o tym, że po zabiegu, przez narkozę, niektóre kobiety mają mdłości lub boli je bark. Mi nic kompletnie nie było. Nie odczuwałam nawet jako tako bólu w obrębie brzucha. Otrzymywałam cały czas tabletki przeciwbólowe, o które nawet nie musiałam prosić. Miałam także założony drenaż, co jest tylko trochę nieprzyjemne. Oczywiście każdy może mieć inne odczucia. Wiem jednak, że nie ma się co martwić na zapas. Niektóre dolegliwości, które mają inne kobiety, niekoniecznie muszą pojawić się u Ciebie.

Dzień 2

Po szóstej rano był u mnie już lekarz. Spałam jakieś 4 godziny od czasu laparoskopii i rozmawiało mi się ciężko. Ustalone było, że wszelkie ważne rozmowy będą się odbywały z pomocą mojego męża. Lekarz jednak przyszedł o godzinę szybciej. Następnego dnia jednak już odbyliśmy rozmowę we trójkę. O tym jeszcze opowiem.

Rano też dostałam menu, z którego miałam sobie wybrać co chcę dostać na obiad. Oczywiście trzymając się zaleceń. Zjadłam śniadanie. Tego dnia głównie czytałam ebooka, rozmawiałam z mężem i chodziłam do łazienki. Ewentualnie robiłam kilka kroków więcej przy łóżku. Szczerze powiedziawszy chyba niewiele więcej pamiętam z tego dnia, żadnych atrakcji. No może poza tym, że na wieczór miałam już usuwany drenaż.

Dzień 3

Rano odbyliśmy rozmowę: ja, mój mąż i chirurg. Zostało powiedziane dokładnie co zostało zrobione, jaki był zakres operacji, omówiliśmy także dalsze postępowanie. Dla informacji dodam, że stopień endometriozy został określony na III. Dostałam wszystkie dokumenty, zdjęcia a także dużo książeczek i ulotek.

Po śniadaniu zaczęłam się pakować. A raczej zrobił to mój mąż. Po laparoskopii nie można dźwigać. Jeśli miałabyś mieć teraz zabieg (w czasie pandemii), to wybierz walizkę na kółkach zamiast torby. Ja miałam to szczęście, że gdyby operacja odbyła się tydzień później, to mąż nie mógłby być ze mną.

Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy do domu. Cieszyłam się, że w końcu się wyśpię. Kto by pomyślał, że po dwóch dniach leżenia w łóżku można być niewyspanym 🙂

Na tydzień później miałam się umówić na ściągnięcie szwów, albo do kliniki, w której wykonana była laparoskopia, albo do ginekologa. Jako, że zdecydowałam się na pewien czas na zażywanie hormonów po operacji, receptę musiał mi wypisać także mój ginekolog. I do niego udałam się z tymi dwoma sprawami.

Jeśli chodzi o samo ściąganie szwów, to czuć po prostu ciągnięcie. W porównaniu do innych bóli sprzed laparoskopii, to pikuś. Blizn było 4, ale bardzo małe i obecnie po roku czasu wyglądają jak drobne zadrapania.

Co spakowałam i co się przydało?

Spakowałam dwie koszule bawełniane. Koszule są o tyle wygodniejsze, że jak ma się drenaż to on sobie po prostu wychodzi spod koszuli. Nic nie uciska i nie uwiera w brzuch. Wygodniej też jest w toalecie.

Oprócz tego:

szlafrok, skarpetki,

wygodnie bawełniane, nieuciskające majtki (chociaż i tak korzystałam z takich siateczkowych, które dostawałam),

klapki (do chodzenia i pod prysznic),

zwykłe mydło antyalergiczne/szare (żadne kolorowe żele itp.),

suchy szampon do włosów (okazał się nieprzydatny, włosów też nie musiałam myć), szczotka,

pasta i szczoteczka, płyn do płukania jamy ustnej itp.

wkładki higieniczne (ale i tak mogłam w każdej chwili poprosić o nie pielęgniarkę),

książka, ładowarka do telefonu,

maść z wit. A (do rąk, do ust)

dres na wyjście ze szpitala – był bardzo luźny, ale i tak mi trochę przeszkadzał,

wygodne wkładane buty na wyjście ze szpitala, abym nie musiała się schylać i wiązać

Tabletki przeciwbólowe – nieprzydatne. Dostawałam od pielęgniarek, same proponowały i brałam je regularnie. Wolałam brać to co dostanę od pielęgniarki i aby wiedziały co łykam, niż zażywać przyniesione z domu.

W klinice, gdzie miałam zabieg, otrzymałam koszulę, majtki siateczkowe, wkładki higieniczne (mogłabym przyjść równie dobrze bez tych rzeczy, bo wszystko było). Wiem jednak, że nie wszędzie tak może być. Nie wiem niestety jak to wygląda obecnie w polskim szpitalu.

W każdej chwili miałam możliwość zrobienia sobie herbaty. Nie brałam kubka, herbat czy wody z domu, bo wszystko to było. Jednak jeśli nie wiesz, czy to będzie dostępne w szpitalu gdzie będziesz miała zabieg – weź swoje.

Czy musiałam wziąć ze sobą jakieś wyniki? Nie. Wszystko co trzeba miałam już załatwione wcześniej. W każdym przypadku zresztą może być inaczej 🙂

Po więcej moich doświadczeń oraz informacji na temat endometriozy zapraszam tutaj: Endometrioza.