Endometrioza

“Mam endometriozę – zostałam mamą”. Endometrioza a zajście w ciążę – historie kobiet

wyświetlaj zawsze po wyszukiwaniu słów "endometrioza ciąża"

Endometrioza a zajście w ciążę

“Mam endometriozę – zostałam mamą” – skąd pomysł na taką akcję?

Dzień 26 maja – zdaje sobie sprawę, że ten dzień dla wielu z was jest bolesnym dniem.

Endometrioza często utrudnia możliwość świętowania tej daty.

Dlatego chciałabym dziś wraz ze wspaniałymi EndoKobietami dać wam trochę nadziei, trochę motywacji i dobrych myśli.

Zapraszam Was do przeczytania historii trzech EndoKobiet, o tym jak mimo endometriozy zostały mamami 🙂 Mamy nadzieję, że po przeczytaniu pojawi się w Was choć iskierka nadziei. Znajdziesz je poniżej.

Endometrioza nie jest 100% wyrokiem na niepdłodność. Jednak bardzo często o tym zapominamy.

Co prawda, ja osobiście nie staram się obecnie o zajście w ciążę. Ale wiecie co? Pierwsze myśli jakie mnie nachodzą to:

“Na pewno będzie ciężko”

“Pewnie czeka mnie in vitro”

“W czasie starań endometrioza się rozsieje po moim brzuchu” itp.

Takie myśli mam na starcie, mimo jeszcze braku prób. Takie myśli pojawiają się tylko przez świadomość, że mam endometriozę, a przecież wcale nie musi spełniać się najgorszy scenariusz.

Ile z Was też tak ma?

Jeśli właśnie dowiedziałaś się, że masz endometriozę – nie snuj najczarniejszych scenariuszy na przyszłość, bo jest wiele kobiet, które zaszły w ciążę i urodziły szczęśliwie dziecko.

Wiadomo, to sprawa indywidualna. Warto też pamiętać, że oprócz samej endometriozy jest także masa innych czynników. Jednak czy jest sens programować swoje myśli na najgorsze i się stresować? Czy to pomoże?

Co mogę powiedzieć kobietom, które mają już lata starań za sobą? Nie wiem, ale najmocniej jak potrafię trzymam za Was kciuki! 🙂

Historia Ani

“Moja droga do bycia Mama nie była za łatwa. Zdecydowałam się podzielić z Wami swoją historia ponieważ mam ogromną nadzieję że da ona chociaż jednej osobie iskierkę nadziei 🙏❤️
Mam na imię Ania, mam 30 lat. Endometrioza została u Mnie zdiagnozowana w 2017 roku. Od zawsze miałam bolesne miesiączki, tej choroby nie znałam do dnia kiedy ginekolog o niej wspomniał. Tutaj zaczęły się schody, ponieważ znalezienie specjalisty i odpowiednia diagnoza tej choroby nie była łatwa. W 2018 roku zostałam operowana w Dortmundzie u jednego z najlepszych specjalistów Endometriozy w Europie, u dr Jana Olka.

Po laparoskopii czułam się lepiej nie tylko fizycznie ale również psychicznie. Przeszłam na dietę, wykluczyłam mięso, nabiał, cukier i czułam się świetnie. Laparoskopia i dieta pomogły mi w zajściu w ciążę. Gdy zobaczyłam pozytywny test ciążowy, swój pierwszy w życiu, czułam się cudownie, nie dowierzałam, tak pragnęłam mojego dziecka!

Niestety życie potrafi nas zaskakiwać, myślałam że diagnoza endometriozy była jedna z cięższych chwil w moim życiu do dnia kiedy doszło do poronienia. Nie mogłam się z tym pogodzić, zostałam źle potraktowana przez lekarzy, którzy potraktowali mnie jak każdą z pacjentek tracącą tylko według nich zarodek…. Dla Mnie to nie był tylko zarodek, to było Moje Dziecko. Dodatkowo czułam się pusta, jakby ktoś zabrał mi część mnie, część która należała do mnie. Nie umiałam się z tym pogodzić, chyba nigdy się z tym nie pogodzę, zresztą każda kobieta która straciła dziecko wie o czym mówię…


Wiele razy były chwilę i momenty w których nie chciałam na siebie patrzeć. Czułam żal do świata, do lekarzy i miałam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie i że nikt nigdy nie był w tym okropnym miejscu, co ja! 
Niestety trzeba to przejść, nie ma drogi na skróty! Po 6 miesiącach zaszłam w kolejną ciąże, zostałam w domu, spędziłam 9 miesięcy w domu, czekałam na swoje upragnione dziecko. Odpoczywałam, modliłam się i skreślałam dni do tego Wielkiego Dnia. Pod koniec ciąży wybuchła pandemia, świat się zatrzymał. Nic nie było pewne, znów przyszedł strach, obawa czy wszystko będzie dobrze, ale wiedziałam że muszę być dzielna do końca, nie dla siebie ale dla Mojej Córeczki! 

Zostałam Mama w kwietniu 2020 roku, moja córeczka kazała na siebie czekać do końca, urodziła się 13 dni po terminie, i zmieniła całe nasze życie a przede wszystkim Mnie! Mnie jako osobę, z jej przyjściem na świat stałam się pewna siebie kobietą, która wie że pokona wszystkie przeciwności i przekonała się że warto czekać. Warto dać sobie czas, dać czas losowi i zaufać nawet w tych najtrudniejszych chwilach, nawet wtedy, kiedy wydaje się, że nie ma już żadnych szans i kiedy jest tak bardzo ciężko… 


Jeśli dotrwałaś do końca to proszę Cię abyś nigdy nie traciła nadziei i abyś z każdej chwili nawet tej najcięższej wybrała maksymalnie tyle ile się da! 


Niech Każdy Dzień Mamy będzie nadzieja na to, że pewnego Dnia tak jak ja teraz będziecie mogły go spędzać ze swoimi maleństwami ❤️💛”

Historia Joli

“Mam na imię Jola, mam 40 lat. Endometrioza została u mnie zdiagnozowana 9 lat temu po latach bólu, niezrozumienia, wizyt u ponad 20 lekarzy.

Laparoskopia zmieniła moje życie, pozwoliła zapomnieć o chorobie na kilka lat, rozpoczęłam nowe życie. Okazało się, że to endometrioza IV stopnia, wtedy nic mi to nie mówiło, chciałam zapomnieć. Lekarz po kuracji hormonalnej Visanne proponował mi jak najszybsze zajście w ciążę, byłam wtedy w konkretnym dołku a poza tym byłam sama. 9 lat temu nie było takiej świadomości na temat tej okropnej choroby jak obecnie, nikt nie mówił o diecie przeciwzapalnej, o rezonansie ani specjalistycznym USG.

Mam nadzieję, że dla dziewczyn, które otrzymały taką samą diagnozę i najwyższy stopień endo optymistyczne będzie to, że 4 lata później bez żadnego problemu zostałam mamą 🙂 Czasem trudno mi w to uwierzyć, ale po laparoskopii i leczeniu Visanne nie przyjmowałam żadnych leków, nie byłam na specjalnej diecie, wszystko potoczyło się bardzo szybko 🙂

Akcja porodowa rozpoczęła się w dniu wyznaczonym przez ginekologa, bez komplikacji także miałam wiele szczęścia.

Obecnie choroba postanowiła o sobie przypomnieć, jestem pod opieką lekarza, któremu ufam.

Życzę Wam Endokobiety dużo zdrowia, życia bez bólu i spełnienia Waszych marzeń dotyczących macierzyństwa.”

Historia Gosi

“Moja historia zaczęła się 3 miesiące przed ślubem (kwiecień 2018). Bardzo dużo schudłam, pamiętam że w 5 tygodni ubyło mi ok 10 cm w pasie, nie mogłam jeść, wszystko co zjadłam powodowało ogromny ból brzucha. Zaczęła się pielgrzymka po lekarzach, od ginekologa do gastrologa, od gastrologa do ginekologa (dowiedziałam ok 10 ginekologów w przeciągu miesiąca) i do endokrynologa. Dopiero chirurg ogólny po zrobieniu USG jamy brzusznej kazał mi się skontaktować z ginekologiem i nie odpuścić dopóki nie postawi diagnozy. I tak dopiero po roku 1 kwietnia 2019 roku ginekolog po wywiadzie i USG zdiagnozował endometriozę (wtedy podejrzewał I albo II stopień), świat przestał dla mnie istnieć. Na wizycie dokładnie rozpisał proces leczenia, proponował, nie narzucał.

Pamiętam jego słowa ,,Jak mi zaufasz i w 100 % będziesz dostosowywać się do zaleceń gwarantuje że będziesz w ciąży”. Dostałam leki hormonalne na wyciszenie i bardzo dużo zaleceń odnośnie trybu życia. I tak oto we wrześniu odstawiłam hormony i w ciągu 5 dni zrobiła się torbiel i pękła.

Rozlała po jamie brzusznej. Szybka wizyta i podczas USG lekarz się załamał, wszystko było że sobą zrośnięte stwierdził że w najlepszym wypadku to III stopień, a w najgorszym IV. Miałam odstawić wszystkie leki i na marzec szykować się na laparotomie. Oczywiście płacz, żal do ciała i do siebie.

Wtedy całkowicie odpuściliśmy, w pracy powiedziałam że w marcu idę na zabieg i prawdopodobnie nie będzie mnie przez ok 2 miesiące. Zaczęłam kompletować rzeczy potrzebne na pobyt w szpitalu i w listopadzie nie dostałam okresu, byłam pewna, że stres tak na mnie wpłynął.
Po 2 pozytywnych testach pojechałam na badania krwi i beta hcg bardzo ładnie rosła, a teraz moja córeczka już próbuje chodzić.

Wierzę, że skoro mi się udało to każda kobieta ma szansę.”