Zdrowie na kredyt. Brzmi jak oferta bankowa, którą wciska nam sympatyczna pani w schludnym żakiecie, prawda? Problem w tym, że to kredyt, o który nie prosiłyśmy, a spłacamy go całym życiem. Szczególnie my, kobiety, które wpadłyśmy w pułapkę codzienności – jak chomiki w kołowrotku, bo przecież „jakoś damy radę”. Endometrioza, bolesna lokatorka naszych ciał, szybko pokazuje, jak drogie są raty za życie „ponad stan”.
Nasze zdrowie ma wysokie oprocentowanie. Bagatelizując objawy, odkładając wizyty u lekarza, zaciągamy zobowiązania, które spłacamy nocami w pozycji embrionalnej albo łzami w toalecie. Endometrioza nie bierze urlopu na żądanie. Wbija się klinem między obowiązki, ambicje, a realne możliwości organizmu.
Doskonale to znam, bo sama długo ignorowałam sygnały własnego ciała. Objawy, które próbowałam uciszyć tabletką przeciwbólową, wizyty lekarskie przekładane „na potem”, bo przecież projekt ważniejszy. Miałam poczucie, że moje ciało ma mi po prostu „służyć” – funkcjonować bez zarzutu, wyglądać idealnie, dopasować się do mojego życia. Aż w końcu przyszedł dzień, gdy organizm powiedział stanowczo „dość”. Kredyt stał się nie do spłacenia, a ja znalazłam się twarzą w twarz z diagnozą, której długo nie chciałam widzieć.
W dobie Instagrama łatwo uwierzyć, że trzeba zacisnąć zęby. „Każda czasem źle się czuje” – słyszymy od przyjaciółek lub lekarzy, którzy patrzą sceptycznie zza biurka. Kredyt na zdrowie psychiczne jest równie zdradliwy – narasta jak odsetki na karcie kredytowej, aż bank rzeczywistości mówi: „Stop! Limit wyczerpany.” Pojawiają się wtedy nieprzespane noce, lęk, napięcie i stres, które potrafią sparaliżować nawet najbardziej ambitną kobietę.
Żyjemy w czasach, gdy luksusem nie jest torebka od projektanta, a szczerość wobec siebie. Endometrioza i zdrowie psychiczne mają ze sobą więcej wspólnego, niż myślimy – obie nie znoszą milczenia i półśrodków.
Może czas przestać żyć na kredyt własnego zdrowia? To inwestycja – wymagająca odwagi, regularnych wpłat uwagi i troski. Inwestycja, której zwrot procentuje życiem pełnym, a nie tylko jakoś przeżytym.
A Ty? Jak dbasz o swoje zdrowie? Może chciałabyś podzielić się swoją historią lub doświadczeniem z endometriozą albo zdrowiem psychicznym? Napisz do mnie – Twoja opowieść może stać się inspiracją dla innych kobiet i pojawić się na moim blogu.